Podr Marze

Oslawione Peru

Od ostatniej naszej relacji niby nie minelo wiele czasu, ale zdazylismy dosyc sporo miejsc odwiedzic, wiele zobaczyc i poznac kilka nowych osob. Wjechalisy bowiem do kolejnego “nowego swiata” przekroczywszy granice Boliwia- Peru. Na poczatek dotarlismy do Puno lezacego tuz nad brzegiem jeziora Titicaca i stanowiacego miejsce wypadowe na kilka z jego wysp. My (po krotkim wypadzie do malej miejscowosci obok, aby zobaczyc Swiatynie Plodnosci) wybralismy sie na dwudniowa wycieczke na trzy z nich: trzcinowe wyspy Uros oraz niezbyt duze Amantani i Taquile. O ile dwie ostatnie to normalne wyspy, na ktorych mieszkaja indianie Quechua i w sumie nic specjalnego tam znalezc nie mozna, o tyle Uros sa czyms niepowtarzalnym i niespodziewanym. Wszstkie 40 wysp wchodzacych w sklad Uros plywa na wodzie jeziora Titicaca, gdyz…sa z trzciny. Wszystko jest tam z trzciny – wyspa, domy, lozka, lodki ktorymi przemieszczaja sie mieszkancy…Wrazenie niesamowite. Bardzo zalowalismy, ze nie moglismy spedzic tu nocy spiac w trzcinowej chatce. Zamiast tego zostalismy przydzieleni do jednej z indianskich rodzin na Amatani i tam spedzilismy popoludnie i noc probujac zyc jak miejscowa ludnosc. Jedlismy to, co oni, ubrali nas w swoje tradycyjne stroje, a wieczorem – po krotkim spacerze do swiatyni Pachataty – mielismy “impreze” w rytmie ich tradycyjnej muzyki. Na drugi dzien poplynelismy na jeszcze mniejsza wysepke Taquile i zrobilismy sobie spacr wzdluz jej brzegu. Na glownym placu moglismy ogladac mrowie mieszkancow, ubraych tradycyjnie, a nasz przewodnik opowiadal nam co kazda czesc ich stroju oznacza. Np. Dla mezczyzn sa trzy rozne typy czapek, ktore oznaczaja, ze jest on singlem, zonatym albo wysko postawionym mieszkancem wioski. U kobiet o statusie matrymonialnym, ale tez o nastroju, swiadczy wielkosc pomponow przy chuscie: duze pomony-wolna, male pomony-zamezna, kolorowe pomony- ma dobry humor, pompony w zimnych barwach – lepiej nie podchodz, bo jest zla. Niezbyt skomplikowane zycie wioda mieszkancy Taquile…Na koniec naszej eskapady po wyspach Titicaca Mateusz postanowil zazyc kapieli w wodach tego najwyzej polozonego zeglownego jeziora swiata. Jak szybko wskoczyl, tak tez szybko (o ile nie szybciej) wychodzil – woda miala tmperature 5-10 stopni…:)
Juz kolejnego dnia po powrocie z jeziora udalismy sie w droge do Arequipy. To drugie po Limie co do wielkosci miasto Peru moze sie pochwalic na pewno bardzo ladna zabudowa glownego Plaza de Armas. W nocy jest on nawet bardziej imonujacy niz w dzien. Do oslawinego Klasztoru Santa Catalina postanowilismy nie wchodzic – wystarczyla nam juz jedna przechadzka po klasztorze swietej Teresy w Potosi. A cena biletu za wejscie tym bardziej nie zachecala nas do wejscia. Za te sama cene pokusilismy sie pojsc do restauracji i sprobowac peruwianskiego przysmaku – pieczonej swinki morskiej. Miesko bardzo dobre, a do tego niezla zabawa przy poznawaniu wnetrznsci zwierzatka – swinke podano nam bowiem w calosci, wlacznie z glowa, jak mozecie zobaczyc na zdjeciach :) Jeszcze tej samej nocy, o godzinie 3 nad ranem pojechalismy do kanionu Colca na dwudniowy trekking. Mielismy swojego prywatnego przewodnika – tak sie zlozylo, ze tylko my chcielismy wykupic akurat te wycieczke. Ale nam bylo to jak najbardziej na reke. Przez dwa dni przeszlismy sie przez czesc tego dlugiego i najglebszego na swiecie kanionu. Bylo piekie, choc nie tak dziko jak oczekiwalismy. Okazuje sie, ze w kanionie sa miasteczka, w ktorych zyja sobie indianie. Ciezki tam chyba maja zywot, gdyz ich jedynym srodkiem transportu jest mul lub osiolek, albo wlasne stopy. Wszystko co maja w kanionie (poza warzywami i owocami, ktore sami hoduja) musza sprowadzac z miasta polozonego duzo wyzej lub nawet z oddalonej o 3 godziny samchodem Arequipy…Ale widac musza to lubic, skoro nadal te wioski istnieja (choc pewnie juz niedlugo, bo wiekszosc mlodych wyjezdza do duzych miast). Niestety drugiego dnia, kiedy mielismy wymaszerowac w gore kanionu i jechac ku Arequipie Ania zlapala przeziebienie i zamiast czlapac na piechote, wyjechala na osiolku. Ale nie zaluje, gdyz bylo to calkiem przyjemne doswiadczenie. I troche stresujace kiedy osiol chcial wyprzedziac osla przed soba po zewnetrznej stronie drozki tuz nad przepascia :)
Bedac w Kanionie Colca mielismy tez okazje podziwiac ogromne kondory, ktore lataly tuz nad naszymi glowami. Wielkie dochodzace do 3 metrow w rozpietosci skrzydel i do 1 metra wysokosci ptaki szybowaly jeden za drugim tuz nad nami, jakby pozowaly nam do zdjec. Bylo super, a tym bardziej cieszyl nas ich widok, gdyz wiele osob spotkanych przez nas wczesniej mowilo, ze na Przeleczy Kondora wcale nie ma zadnych kondorow. Coz…mylili sie, bo bylo ich chyba ponad 10.
Z Arequipy pojechalismy dalej do Cusco, ktore uznawalismy za punkt kulminacyjny naszego pobytu w Peru. Stad bowiem udalismy sien a 4- dniowa droge na Machu Picchu. Ale zanim to, zrobilismy sobie male wprowadzenie do tutejszego inkaskiego regionu i jeden dzien spedzilismy objezdzajac ruiny w Swietej Dolinie. Tu bowiem, wzdluz swietej rzeki Urubamba (od ktorej nazwa Swieta Dolina) miescilo sie niegdys wiele inkaskich wiosek, z ktorych teraz zostalo duzo…kamieni. Objechalismy wiec Pisac z jego piecioma miejscami archeologicznymi oraz Ollantaytambo z wielkim fdortem. Odwiedzilismy takze kilka targow z miejscowym rekodzielem oraz miescinke Chichero z kiczowatym kolonialnym kosciolkiem. Ogolnie rzecz biorac bylo to calkiem pouczajace i ciekawe doswiadczenie z peruwaisnkimi ruinami. Potem nadszedl czas na Machu Picchu :)
Wykupilismy najtansza z mozliwych (choc i tak droga) wycieczke, atora w swoim programie miala 1 dzien zjazdu na rowerach, 2 kolejne dni trekkingu pod Machu Picchu i 1 dzien na samych ruinach. Bylo super. Na rowerach poczatkowo pogoda nie dopisywala i lal zimny, nieprzyjemny deszcz, ale kiedy zjechalismy nizej rozjasnilo sie i bylo juz calkiem milo. Choc wygladalismy troche jak swinki po zabawie w chlewiku, bo bylismy cali ubloceni. Nastepne dwa dni to piesza przeprawa przez szlak inkow i inne gorskie scizki, az w koncu doszlismy do Aguas Calientes – miasta od ktorego do Machu Picchu jest juz “tylko” niecale 2 godziny. Niby nic, tyle, ze trzeba przez cala droge wspinac sie po niewygodnych kamienistych schodach, ktore wydaja sie nie miec ronca. My, razem z cala nasza grupa, udalismy sie na szczyt Machu Picchu juz o 4 rano, gdyz aby wejsc na jeden ze szczytow – Wayna Picchu (czyli ten, ktory jest widoczny wraz z ruinami na kazdej pocztowce i jest chyba najbardziej rozpoznawalny) – trzeba dostac bilet. A biletow jest tylko 400..Zatem kazdy sie spieszyl, by moc sie wspiac na ten szczyt. W ciemnosciach, czlapiac pod gore niejednokrotnie mielismy dosyc…Nie wiemy ile tam bylo schodow. Nie chcialo nam sie liczyc. Ale na pewno bylo ich zdecydowanie za duzo…Kiedy sie doszlo na sama gore, zobaczylo bramki kontrolne, bylo to jak wygranie losu na loterii…
Machu Picchu przywitalo nas o 6 rano mgla…Ale taka mgla przez ktora nic nie bylo widac. Troche balismy sie, ze bedzie tak przez caly dzien, tym bardziej ze sam przewodnik byl zdziwiony taka aura. Ale juz o 9 niebo sie rozjasnilo, chmura opadla a nam ukazywaly sie powoli ruiny w calej okazalosci. Powiedziec, ze bylo to super, to chyba za malo. Niesamowicie jest zobaczyc cos, co niejednokrotnie ogladalo sie w telewizji, na pocztowkach, w gazetach… Przez caly dzien obeszlismy chyba wszystkie mozliwe miejsca – wspielismy sie na szczyt Wayna Picchu, doszlismy do inkaskiego mostu I Bramy Slonca, eksplorowalismy wszystkie ruiny i chlonelismy klimat tego miejsca. Bylismy zmeczeni czterodniowa wedrowka, ale szczesliwi,ze mozemy widziec, to co widzimy.
Dzis juz wybieramy sie dalej. Nie ma co tracic czasu, gdyz do konca wyprawy zostaly nam juz niecale dwa miesiace. Mamy juz bilety powrote na 17 sierpnia :) Dzis wiec udajemy sie do stolicy - do Limy, gdzie jutro mamy zamiar zaglosowac w wyborach prezydenckich (wyprawa wyprawa, ale obowiazek obywatelski trzeba spelnic…hehe), a potem juz bedziemy zmykac w strone Ekwadoru.

Posted in Peru.

2 Responses to “Oslawione Peru”

  1. Megi Says:

    to zaczynamy odliczać czas do Waszego powrotu:)

  2. kaja Says:

    popieram glosowanie! zrobilismy to w Ottawie i widac nawet pomogło :) Nie wiem jak wyglada ten klasztor w Potosi, który zwiedzaliście, ale Santa Catalina jest obłędna!

Leave a Reply