Podr Marze

Welcome to the Jungle

Opuscilismy La Paz i jadac ponad 20 godzin niewygodnym, zatloczonym autobusem dojechalismy do miejscowosci Rurrenabaque. Tutaj wykupilismy dwie wycieczki, na ktorych spedzilismy sumarycznie 6 dni. Najpierw wybralismy sie na Pampe - podmokly, bagnisty teren na ktorym zyje duzo zwierzatek. Spedzilismy przemile, leniwe 3 dni w towarzystwie kajmanow, aligatorow, wszelkiej masci malpek, leniwcow, ptakow i zolwi. Plywalismy lodka po rzece ogladajac jak wyglada tutejsza flora i fauna. Jednego dnia udalismy sie na wielkie, smierdzace bagno na poszukiwania anakond. I udalo sie nam znalezc - ponad 2-metrowy gad sunal przez blotniste podloze, a nasz przewodnik rzucil sie nan i zlapal ku uciesze wszystkich. Innym razem wybralismy sie bez grupy i przewodnika na krotki spacer do lasku kolo naszego obozu. Chcielismy znalezc malpki, co rowniez nam sie udalo. Co wiecej male kaupcynki nie baly sie nas i moglismy je karmic z reki chlebem ze sniadania :) Niesamowite przezycie.
Towarzystwo na pampie takze bylo sprzyjajace ku zaliczeniu wycieczki do udanych - w naszej siedmioosobowej grupie poza nami bylo takze 3 czechow, jedna Niemka oraz Francuz i jakos sie tak ulozylo, ze stworzylismy zgrany zespol. Nie tylko do rozmow, ale takze do lowienia ryb - jako jedynej grupie w calym obozie udalo sie nam nalowic duzo piranii ( w tym 4 Mateusza i jedna Ani). Moglismy wiec na kolacji sprobowac jak smakuje ich miesko. Szczerze powiedziawszy miesa to piranie maja malo. Ale jest smaczne.
Dzis natomiast wrocilismy z rowniez trzydniowego wypadu do dzunglii, do PN Madidi. Tam byl zupelnie inny swiat. Po pierwsze - zwierzat bylo tak jakby…malo. Bylo je slychac, owszem. Ale widac to nie bardzo. Ganialismy kilka razy wraz z przewodnikiem przez chaszcze, krzaki i tropikalne zarosla, ale do naszych najwiekszych “znalezisk” mozemy zaliczyc jedynie wlochata tarantule i dlugasnego, silnego weza oraz slimaka wielkosci Mateuszowego buta. Moglismy za to podziwiac duzo zieleni. I to zarowno w dzien, jak i w nocy,bo do naszych rozrywek wliczal sie takze nocny spacer po dzungli w poszukiwaniu nocnych zwierzat. Chyba najbardziej zaskakujacym i podnoszacym poziom adrenaliny we krwi przezyciem bylo zobaczenie wielkiego, wlochatego pajaka….na stole w naszej obozowej jadalni. Wyobrazcie sobie, ze spokojnie szamacie kolacje, rozmawiacie w swietle swiec (bo oczywiscie w dzungli pradu nie mielismy), a tu nagle po ceracie pomyka taki maszkaron…:):):)
Teraz jestesmy juz z powrotem w Rurre po przezyciu tropikalnej ulewy i jutro ruszamy w droge do Peru.

Posted in Boliwia.

2 Responses to “Welcome to the Jungle”

  1. Kajtek i Kinia Says:

    Ten autobus to jest porażka, ale pampa wynagradza w pełni ciężką drogę! A pan krzyczał w La Paz “Rurre! Rurre! Rurre!”?;) Powodzenia w drodze do Peru i uważajcie na dolegliwości, bo wracacie z poziomu niemal zero na duże wysokości i my to dość dotkliwe odczulismy…

  2. Kazek(Łajza) Says:

    Cieszy mnie, że już niedługo się zobaczymy. :-)

Leave a Reply