WSZYSTKO CO DOBRE, SZYBKO SIĘ KOŃCZY…
Sierpień 30th, 2010 — adminPowróciliśmy do kraju – cali, zdrowi, zmęczeni, ale niezmiernie szczęśliwi. Burzliwe przywitania, łzy radości ze spotkania bliskich – to towarzyszyło nam w mijającym tygodniu. Chyba jeszcze nie dociera do nas ogrom naszego przedsięwzięcia, które się właśnie skończyło. To przyjdzie z czasem. Podobnie jak ponowna aklimatyzacja w swoim starym środowisku. Dawkujemy sobie jak najwolniej rzeczywistość i realia, do których wróciliśmy. Za miesiąc studia, praca i czar 10-miesięcznej wyprawy zostanie już tylko niesamowitym wspomnieniem, o którym będziemy na pewno opowiadać jeszcze przez długi czas. Czy planujemy kolejną wyprawę? Niewykluczone. Ale na pewno nie w najbliższym czasie…
Chcielibyśmy podziękować tu i teraz wszystkim, którzy odwiedzali nasz blog. Jak widzicie marzenia się spełniają – najlepszym tego przykładem jest zrealizowanie przez nas „podróży marzeń”. Zachęcamy i was do tego, by brnąć do realizacji swych pragnień.
Dziękujemy wszystkim tym, którzy wierzyli w nas i podtrzymywali na duchu w chwilach słabości.
Dziękujemy naszym rodzinom kibicującym nam w każdym momencie podróży chyba najmocniej ze wszystkich.
Dziękujemy naszym couchsurfingowym gospodarzom: Elmie z Kuala Lumpur, Nicoli z Melbourne, Williamowi z Canberry, Stevenowi z Brisbane, Ming z Darwin, Josie z Melbourne, Barbarze z Auckland, Agustinowi z Buenos Aires, Regisowi z Rio de Janeiro, Renacie i Gutherowi z Sao Paulo, Caio i jego rodzinie z Curitiby, Arielowi i Carlosowi z Parany, Christianowi i Carolinie z Santiago de Chile, Beatriz z Puerto Madryn, Gabrielowi z Vina del Mar, Francowi z Limy, Davidowi z Bogoty, Julii z Bariloche, Liodegarowi i Aidzie z Caracas oraz Antoniowi z Salvadoru. Mamy nadzieję, że przynajmniej kilku z was przyjedzie kiedyś do Polski, do Krakowa i będziemy mogli odwdzięczyć się wam za waszą gościnność.
Dziękujemy tym, którzy przygarnęli nas także do siebie na kilka dni a z couchsurfingiem nie mają nic wspólnego – przede wszystkim Andrzejkowi i Ali za gościnę w Perth i spędzenie z nami dwóch przesympatycznych tygodni na południowo-zachodnim krańcu Australii, pani Barbarze z Londynu, a także panu Stefanowi W. oraz jego rodzinie w Sydney.
Dziękujemy wszystkim kierowcom, którzy zabrali nas na autostop, a było ich wieleelu. Każdego z osobna pamiętamy i ciepło wspominamy.
Dziękujemy też przypadkowo spotkanym po drodze rodakom za miłe chwile spędzone wspólnie, m.in. Kaji i Pawłowi, Dance i Tomkowi, Julkowi oraz Toolence, a także zrządzeniem losu napotkanym obcokrajowcom – głównie Ray’owi za przyjęcie nas w Adelajdzie prawie jak rodzinę oraz Gregowi i Georginie za miłe chwile spędzone razem w Wenezueli.
Tak byśmy mogli długo. Ale na tym zakończymy. To nasz ostatni wpis. Jesteśmy w domu. Przygoda zakończona. Być może kolejna czeka za rogiem, ale to już będzie zupełnie inna „podróż marzeń”…:)

…Podróż Marzeń…









